edkrak

napisał(a) o The World's End

Dostajemy po raz 3 ten sam film, tylko zamiast zombie lub wieśniaków, mamy kosmitów-manekiny. Co za dużo, to nie zdrowo. Czy Wright nie umie zrobić nic innego? Jak raz spróbował to wyszedł nieoglądalny gniot.

Faktycznie podobny do pozostałych (w końcu nie na darmo trylogia), ale jednak tematyka trochę inna, jeśli wyjdzie się poza manekiny. To film o starzeniu się i próbach powrotu do przeszłości. Poprzednie 2 nie uderzały w taki poważny ton, nie były takie gorzkie. Ale co kto lubi, ja lubię bardzo, więc trzecia porcja Cornetto to coś w sam raz dla mnie. :)

Tu się zgadzam, te poważniejsze momenty uratowały ten film, ale nie na tyle żebym był zachwycony. Jakoś nic się w tym filmie nie wyróżniało. Dzień po obejrzeniu nie pamiętam już żadnego żartu, żadna scena akcji specjalnie nie utrwaliła mi się w pamięci. W zasadzie najbardziej wyróżniającym się dla mnie momentem była piosenka Kylie Minogue na dyskotece. I choć lubię Kylie, to jeśli jej muzyka jest najlepszym elementem filmu, to trudno żebym się zachwycał.

Widziałam już dość dawno i nieźle pamiętam świetną bójkę w pubie i pełne inwektyw spotkanie z obcą inteligencją. Bardzo podobał mi się też Simon Pegg. Nie wiedziałam, czy mam go lubić jak zwykle, czy za bardzo mnie wkurza. :)

Wszystko kwestia gustu. Mnie na przykład z filmów Wrighta póki co podobał się tylko ten nieoglądalny gniot.;)